Wyniki 1-6 spośród 6 dla zapytania: authorDesc:"Witt Wilczyński"

Wielkanoc w Rumunii DOI:


  Przygotowując się do Wielkanocy, wyznawcy prawosławia składają ofiarę z baranka, który symbolizuje ofiarę Chrystusa dla zbawienia rodzaju ludzkiego. Dlatego też zawsze na wielkanocnym stole rumuńskim znajdą się potrawy z jagnięciny, łącznie z zupami. Oprócz tego będą tam sałatki warzywno-mięsne, ważne dla świątecznej symboliki paschy serowe, słynne w całej Rumunii "czerwone jajka" oraz specjalne ciasta drożdżowe. Świąteczna rolada Jednym z najpopularniejszych tradycyjnych dań jest drob de miel, czyli mięsna rolada z dodatkiem jajka, przypraw i warzyw. W zależności od regionu i upodobań spotkać można różne jej odmiany. Głównymi składnikami tego specjału są zawsze: kotleciki jagnięce (często przygotowane z podrobów, np. wątroby, płuc, serca i nerek), zielona cebula, koper, pietruszka, czosnek, cytryna, jaja (surowe i gotowane) oraz chleb namoczony w wodzie lub mleku. W większości wariantów jajka na twardo umieszczane są wewnątrz warstwy przygotowanej z podrobów. We współcześniejszych wariantach potrawa ta może być przygotowana również z mięsa drobiowego. Składniki: podroby jagnięce (wątroba, płuca, śledziona i nerki) ok. 7 kg, osiem (lub mniej) jaj, trzy zielone cebule, siekana pietruszka, dwie duże łyżki śmietany, łyżka masła, dziesięć łyżek m[...]

Na słodkim szlaku DOI:


  Podróżując do Rumunii w celach czy to turystycznych, czy służbowych, warto choć na chwilę zatrzymać się i spędzić kilka miłych chwil w jednej z licznych kawiarni i cukierni oferujących bogaty asortyment ciast i ciasteczek wszelakich. W kraju Daków, podobnie jak i w Polsce, oferta takich lokali jest przebogata!Subiektywnie mogę stwierdzić, że rumuńskie słodkości są trochę mniej słodkie niż nasze - za to bardziej wyraziste w smaku. Od lat, jeżdżąc do Klużu, moim rytuałem jest wizyta przy Strada Regele Ferdinand 34 w jednej z piekarenek i spałaszowanie, do kawy, jednego (bądź dwóch, w zależności czy leciałem samolotem, czy jechałem pociągiem) covrig polonez. Dopiero wtedy wiem, że rozpocząłem swoją kolejną rumuńską podróż. Covrig polonez, to rodzaj bardzo popularnego w Karpatach, wilgotnego precelka przygotowanego na słodko z dużą ilością sezamu, w smaku trochę przypominającego baklawę. Pytałem wielu osób, czemu ta pyszność nazywana jest tu "Polakiem" i czy ma coś wspólnego z naszym krajem - ale nikt nie potrafił udzielić mi wyczerpującej odpowiedzi. Widocznie to ta sama droga, która towarzyszy fasolce po bretońsku lub ruskim pierogom. W każdym razie ciastko covrig polonez polecam każdemu, kto do Rumunii się udaje! Podobieństwa i różnice Po tym subiektywnym wstępie i uzupełnieniu poziomu cukru możemy przejść do prezentacji rumuńskich słodkości. Te, z grubsza, dzielą się na: cofetarie (wyroby cukiernicze), torturi (ciastka, w tym torciki i kawałki tortów), patiserie (ciasta) i bomboane (słodycze, w tym cukierki). Kraj Drakuli obfituje w przepyszne słody[...]

Plăcintă, palanet czy merdenele ? DOI:


  W Rumunii, w przeciwieństwie do Polski, rynek ulicznych przekąsek nie jest (jeszcze) aż tak bardzo zdominowany przez kebaby, hamburgery czy pizzę. Choć od kilku lat jest ich coraz więcej, to jednak w kraju Vlada Palownika lokale serwujące kebaby występują pojedynczo (czasem kilka) w przeliczeniu na miasta - a nie ulice, jak u nas.W Rumunii pensje są niższe niż w Polsce i w związku z tym oferta gastronomiczna lokali serwujących "kebsika" i lokali fastfoodowych znanych światowych marek jest relatywnie droższa niż u nas. Do dziś pamiętam szok po otrzymaniu rachunku w Burger Kingu w Bukareszcie w 2011 r. - i od tamtej pory doceniłem alternatywną, tamtejszą plăcintę, czyli coś na wzór "bułki z pieczarkami". Oczywiście rumuńska plăcintă nie jest de facto ową bułką z pieczarkami (choć i z tym przepysznym grzybkiem się trafia, o czym za moment), a raczej, bardzo mocno upraszczając, zdecydowanie bliżej jej składnikowo i wizualnie do węgierskiego langosza (smażonego jednak, w przeciwieństwie do plăcinty, na głębokim tłuszczu). Niemniej w rumuńskim świecie przekąsek ulicznych plăcintă spełnia podobną funkcję jak nasze bułki z pieczarkami. Słowem jest to coś na wskroś lokalnego, swojskiego i - co ważne - taniego. I do tego, bardzo często smaczniejszego i pożywniejszego niż "puste kalorie" hamburgerów czy przeładowane tłuszczem kebaby. Nie ujmując nic tamtejszym kebabowniom (nota bene niektóre z nich mają naw[...]

Z węgierskim rodowodem DOI:


  Leczo znamy praktycznie wszyscy. I choć młode pokolenie niekoniecznie jednoznacznie kojarzy to smaczne danie z Węgrami, to ten szlagier kuchni Bratanków jest tak samo dobrze opanowany przez nasze polskie restauracje i gospodarstwa domowe jak włoska pizza. Prezentując kuchnię południowoeuropejską, tym razem sięgnę po dwa kulinarne szlagiery o rodowodzie bliższym nam geograficznie niż niedawno opisywane smakołyki z Rumuńskich Karpat. Rzecz dotyczyć będzie doskonale znanego leczo i wciąż trochę mniej znanych langoszy. Oba sztandarowe produkty kuchni węgierskiej (i nie tylko) łączy to, że są bardzo smaczne i dość proste w przygotowaniu. Leczo czy… Lecsó? Zacznijmy od leczo. W Polsce powstało sporo rodzimych wersji, które Węgrów mogą wprowadzić co najmniej w lekkie osłupienie - mniej więcej tak jak Włochów naszpikowana oscypkiem "pizza po góralsku." Nie wszystko to, co my dziś nazywamy "leczem" jest autentycznym lecsó. Warto zatem przypomnieć oryginalną recepturę tego warzywno-mięsnego dania, które już wieki temu podbiło serca smakoszy i zwykłych ludzi znad Balatonu, jak i znad Wisły. Po pierwsze - leczo nie jest zupą ani rzadkim sosem opartym na gotowanej cukinii, papryce i wkrojonych pieczarkach. Tradycyjne lecsó to przede wszystkim swoisty… minimalizm. To sprężyste (tzn. ten "parametr" ma być wyczuwalny podczas gryzienia) warzywa z odrobiną sosu. Kwintesencją leczo jest papryka "domieszkowana" podduszo[...]

Boże Narodzenie w Rumunii DOI:


  W Rumunii dominującą religią jest prawosławie (w lokalnej odmianie autokefalicznej) a Święta Bożego Narodzenia obchodzone są tam zawsze (w przeciwieństwie do Wielkanocy) w tym samym czasie jak w Polsce. W kraju Daków Boże Narodzenie to Crăciun.Bożonarodzeniowy stół w Rumunii to wypadkowa lokalnych tradycji i wpływów przenikania się kultur. Niemniej istnieje "żelazny" zestaw świąteczny, którego nie może zabraknąć na stole, a oparty jest na poczciwej śwince. Niektórzy mówią nawet, że "sărbătorile de iarnă la români încep și se încheie cu preparate din carne de porc" - rumuńskie święta zimowe rozpoczynają się i kończą na daniach z wieprzowiny. Jest to jednak pewne uproszczenie i oprócz tego mięsa w różnej postaci na świątecznych stołach spotkamy też wiele dań warzywnych oraz ciast. Zapraszam zatem na krótki przegląd potraw serwowanych w czasie świąt Bożego Narodzenia w różnych regionach Rumunii. W całym kraju W formie zimnego aperitifu podawane są na tradycyjnym świątecznym stole wieprzowe piftie (piftia de curcan), będące tamtejszą odmianą znanych u nas zimnych nóżek w galarecie. Nie powinno zabraknąć również friptură de porc, czyli specjalnego steku wieprzowego w piwie, na który każda gospodyni ma swój patent, oparty na wielowiekowej tradycji. Przepis na najbardziej popularną wersję tego dania przytaczam poniżej. Niektóre wersje tych pieczeni, np. friptură de porc la tavă, przygotowywane są z winem, zamiast piwa. Składniki: 1 kg wieprzowiny, 5 główek cebuli, 1 główka czosnku, 3 łyżki miodu, 50 g masła, 500 ml ciemnego piwa, tymianek, 100 ml oleju, sól, pieprz. Roztopić w misce masło i włożyć dwie pokrojone cebule i czosnek. Dodać sól i pieprz, wlać piwo i zostawić na ogniu przez około 10 minut, aż do zredukowania o połowę. W tym czasie pokroić pozostałe trzy cebule w piórka i umieścić je w blasze do pieczenia. Mięso posolić, dodać pieprz, następnie obficie namaścić olejem i położyć na cebuli. Następnie posmar[...]

Nie tylko kebab DOI:


  Gdy w Polsce zaczynamy mówić o kuchni tureckiej, to na myśl przychodzi nam przede wszystkim kebab. Ta konkurencyjna dla burgerów, pizzy i sajgonek forma szybkiego dania stała się u nas bardzo popularna. Zdominowała też powszechne wyobrażenie o kuchni bliskowschodniej.Sam kebab kojarzony jest w Polsce najczęściej z opiekanymi kawałkami mięsa wołowego lub drobiowego, z różnymi warzywnymi dodatkami, zawiniętymi w cienkie ciasto lub podanymi w puszystej bule. Jest to jedna z jego odmian, nazywana döner kebap. W sąsiednich Niemczech i krajach "starej Unii" nazewnictwo kebaba jest bardziej skonkretyzowane, tam określa się go najczęściej jako döner (tur. "obracający się"), a odmianę w placku - tzw. lawasz, jako dürüm döner (tur. "zawinięty"döner). Ta ostatnia forma, wymyślona przez imigrantów w Anglii, jest nam najlepiej znana. To właśnie z Anglii (i Niemiec - a nie bezpośrednio z Turcji) dotarł do nas kebab, na fali zmian ustrojowych, społecznych i migracji w Europie po upadku Muru Berlińskiego. Swoją drogą pierwszego kebaba, którego zjadłem, pamiętam z ulicznego baru w Poznaniu na przełomie XX i XXI wieku. Danie było całkiem smaczne i obficie zaprawione bardzo ostrym sosem. Bardzo dobre były też, zbliżone kształtem, doskonale sycące knysze (do dziś serwowane na dworcu we Wrocławiu i Chełmie) oraz greckie gyrosy - co ciekawe, moi bułgarscy znajomi na kebab mówią gyros. Warto też wiedzieć, że w krajach Bliskiego Wschodu, Iranie, Izraelu i Armenii kebabem nazywa się nie "londyński" döner kebap (Z literką "p" na końcu - tak prawidłowo określa się ten typ kebabu, np. w Rumunii), ale şiş kebab i çöp şiş kebab. Są to szaszłyki z pieczonego (niekiedy mielonego) mięsa, różniące się wielkością jego porcji. Na takie nazewnictwo sporadycznie trafimy i w polskich restauracjach wyższej klasy, prowadzonych przez Turków, Bośniaków, Persów lub Arabów. Znajomi kucharze z zaprzyjaźnionego lokalu twierdzą, że "dobry kebsik (döner/lawasz) [...]

 Strona 1